99+ Witold Gombrowicz Quotes on Ferdydurke, Bacacay and Ferdydurke - Quotes.pub

Here you will find all the famous Witold Gombrowicz quotes. There are more than 99+ quotes in our Witold Gombrowicz quotes collection. We have collected all of them and made stunning Witold Gombrowicz wallpapers & posters out of those quotes. You can use this wallpapers & posters on mobile, desktop, print and frame them or share them on the various social media platforms. You can download the quotes images in various different sizes for free. In the below list you can find quotes in various categories like Ferdydurke, Bacacay and Ferdydurke

Krzyknąłem, że nie jestem ani pisarz, ani członek czegokolwiek, ani metafizyk, czy eseista, że jestem ja, wolny, swobodny, żyjący... Ach, tak, odrzekli, jesteś więc egzystencjalistą.Ale nagość moja, transoceaniczna, stamtąd, z pampy, nagość, która była mi potrzebna do miłości mojej z Argentyną (wbrew memu wiekowi!) nie pozwalał mi nie być z nimi obnażającym. Wytworzyła się nieprzyzwoitość. Z jakimż zażenowaniem te tuzy przyjmowały mój wzrok namiętnie naiwny, dobierający się do nich poprzez ubranie... śmiertelna dyskrecja, dyskretna melancholia, zgaszenie taktowne, odpowiadały mojemu żądaniu stamtąd, z peryferii świata, z ojczyzny Indian. Ubrani od stóp do głowy, opatuleni, choć maj przecież, z twarzami wystylizowanymi przez fryzjerów... a każdy miał w kieszonce mały posążek, zupełnie nagi, by mu się przypatrywać okiem znawcy. Panuje skromność i rozwaga. Nikt nie narzuca się nikomu. Każdy robi swoje. Produkują i funkcjonują. Kultura i cywilizacja. Uwięzieni w stroju, ledwie się mogą ruszać, podobni do owadów posmarowanych czymś lepkim. Kiedy zacząłem zdejmować spodnie powstał popłoch, dawaj drała drzwiami i oknami. Pozostałem sam. Nikogo nie było w restauracji, nawet kucharze uciekli... dopierom wtedy się spostrzegł, że co to, na Boga, co robię, co ze mną... i skrzywiony stałem z nogawką jedną na nodze, drugą w ręku.Wtem Kot wchodzi z ulicy i widząc mnie tak stojącego pyta ze zdumieniem: - Co ty, zwariowałeś? Mnie wstyd i chłodno, odpowiadam, że tak trochę zacząłem się obnażać, a wszystko uciekło. Mówi: - Oszalałeś, tobie się w głowie pomieszało, gdzie by tu kto się twojej nagości przestraszył, przecie na całym świecie nie znajdziesz takiego zdzierania szat, jak tutaj... czekaj, na królików trafiłeś, ale ja ci sproszę lwów takich, że choćbyś goły na stole tańczył, ani mrugną! Stanął tedy zakład między nami, zakład szlachecki i polski (bo ja z Kotem nie po argentyńsku a po polsku się czułem, bo tę babkę wspólną mieliśmy), i nie dzisiejszy, chyba tak z końca zeszłego stulecia. No, dobra! Sprosił kogo trzeba, intelekty najbrutalniej obnażające, ja nic, aż kiedy już do wetów przyszło, zaczynam portki zdejmować. Zwiali, grzecznie przeprosiwszy, że niby czas na nich! Więc Leonor Fini i Kot do mnie mówią: - Jakże to, nie może być żeby oni się przestraszyli, przecie intelekty wyspecjalizowane w tym mają! Mnie ciężko bardzo i źle na duszy, smutek mnie zżera, mało brakowało a byłbym się gorzko rozpłakał, ale mówię: - Cała rzecz w tym, że oni, uważacie, nawet rozbieraniem się ubierają i nagość to u nich tylko jedna para pantalonów więcej. Ale jak ja tak zwyczajni portki spuściłem, to ich zemgliło, a głównie dlatego, żem nie robił tego wedle Prousta, ani a la Jean Jacques Rousseau, ani wedle Montaigne'a czy w sensie egzystencjalnej psychoanalizy, tylko ot tak sobie, byle zdjąć.
Dar care este calvarul principal și fundamental? Unde este străcalvarul cărții? Unde ești, strămumă a chinurilor? Cu cât pătrund mai adânc, cu cât cercetez și asimilez mai mult, cu atât văd mai limpede că de fapt chinul principal, fundamental, socotesc eu, este pur și simplu chinul proastei forme, a prostului exterieur, altfel spus, calvarul exprimării, al minei, al mutrei – da, acesta este izvorul, obârșia, începutul și de aici decurg armonios toate celelalte suferințe, extazieri și frământări. Sau poate mai degrabă ar trebui spus că principalul, fundamentalul chin nu este altceva decât suferința născută din limitele impuse de altcineva, din aceea că ne sufocăm și ne înăbușim în marginea strâmtă, îngustă, rigidă a altui om despre noi. Ori poate că la baza cărții mele stă chinul fundamental și ucigătoral verdeții subumane, al mugurilor, frunzelor, bobocilor,sau chinul dezvoltării și al subdezvoltăriiori poate suferința nemodelării, neformării până la capători chinul creării eului nostru de către altcineva,chinul violentării fizice și psihicecalvarul tensiunilor umane dinamizatoarechinul deviației și chinul nelămurit îndeajuns al deviației psihice,frământarea secundară a luxației, torsiunii și ratării psihicechinul nesfârșit al infidelității, chinul falsitățiicazna automată a reflexului și automatismuluichinul simetric al analogiei și chinul analog al simetrieichinul analitic al sintezei și chinul sintetic al analizeiori poate calvarul unor părți ale trupului și al perturbării ierarhiei membrelorsuferința infantilismului blajina poponelului, pedagogiei, a școlirii și școliiinocenței și naivității nemângâiateîndepărtării de realitatehimerei, amăgirii, nălucirii, ficțiunii, aiureliia idelismului superior,a idelismului inferior, obscur și camuflata contemplației de mâna a douaori poate chinul bizar al mărunțișurilor, al mărunțiriichinul candidăriichinul aspirăriichinul aplicăriiori poate pur și simplu calvarul mobilizării și încordării peste putință și de aici calvarul neputinței generale și particularezbuciumul infatuării și lingușiriisuferința umilințeichinul poeziei superioare și a celei inferioareori calvarul surd al impasului psihiccalvarul fals al răstălmăcirii, insinuării, al procedeelor nepermiseori poate calvarul vârstei în sens particular și în sens generalchinul demodăriichinul modernitățiisuferința rezultată din apariția unor noi pături socialechinul semiintelectualilorchinul neintelectualilorchinul intelectualilorori pur și simplu chinul indecenței micii intelectualitățidurerea prostieiînțelepciuniisluțenieifrumuseții, farmecului, grațieisau poate calvarul logicii ucigătoare și al consecvenței în prostiezbuciumul recităriidisperarea imităriicalvarul plicticos al sfârșitului și al repetărilor nesfârșiteori poate hipomaniacalul chip hipomaniacalinexprimabilul calvar al inexprimăriidurerea nesublimăriidurerea degetuluiungheidinteluiurechiicalvarul cumplitei coordonări, al dependenței, al întrepătrunderii reciproce, al subordonării tuturor chinurilor și tuturor părților, precum și chinul a o sută cincizeci și șase de mii trei sute douăzeci și patru și jumătate de alte cazne, fără să mai punem la socoteală femeile și copiii, cum ar spune un vechi autor francez din secolul al XVI-lea.
Słońce. Mdło. Tutaj stoimy w kolejce, a tam, na przeciwległym chodniku, idą i idą, mijają i mijają, bez przerwy lizą i lizą, skąd tyle tego, przecież już jestem o dwadzieścia kilometrów od centrum Buenos Aires! A jednak mijają i mijają, wciąż wyłażą zza rogu i przechodzą i wyłażą i przechodzą i wyłażą i przechodzą i wyłażą aż zwymiotowałem. Zwymiotowałem, a ten co przede mną stał spojrzał i nic, bo i cóż! Tłok.Ja znowu zwymiotowałem i - nie wiem, czy nie przesadzam - jeszcze raz zwymiotowałem. Cóż jednak z tego znowu i z tego jeszcze raz, kiedy tam znowu przechodzą i jeszcze przechodzą, a w samym Buenos Aires, jest z pięć milionów pięć razy dziennie chodzących do wychodka czyli w sumie dwadzieścia pięć milionów na dwadzieścia cztery godzin, zwymiotowałem, podjechał ombibus i wsiadaliśmy, jeden za drugim, a trzeci za drugim i siódmy za szóstym, szofer ziewał, przyjmował pieniądze, wydawał bilety, płaciliśmy jeden za drugim, ruszamy, jedziemy, radio, przygrzewa, duszno, przelewa się przede mną roztopione masło rozlewające się jejmości ze złotym naszyjnikiem a staruszkowi coś się gaworzy, wpychają się, napychają, wypychają, pchają, ja bym zwymiotował...Po co? Miliony! Miliony! Miliony! Iluż wymiotowało w tej samej chwili w Buenos Aires, ilu? Ze stu może, w sumie, ze stu pięćdziesięciu? Więc po co dodawać jeden więcej wymiot? Jakież bogactwo! Milionerem byłem, wszystko mnożyło mi się przez tysiąc i milion.
Jak ich było pięćdziesięciu, wszyscy byli poetami i każdy wypowie wiersz na cześć profesora R. (który dyskretnie i z taktem dawał do zrozumienia, że mniejsza o niego, poezja grunt). Zawezwałem wtedy kelnera aby mi dostarczył dwóch butelek wina, jedną białego, drugą czerwonego, i obie zacząłem doić! Tymczasem poeci recytowali, R. promieniał, anielskość parowała wraz ze wszystkimi cnotami praktykowanymi w takich wypadkach - skromność, dyskrecja, ale i szlachetność, z uczuciem, z sercem, wszystko było jak wyjęte z najsłodszych snów poetyckich starej ciotki: "piękne" i "czyste". Gdy skończył poeta, ściskano mu dłoń, wołano "brawo!". Ale kiedy na koniec tłusta pindula, niecierpliwie oczekująca swojej kolei, zerwała się rzucając biustem na prawo i lewo, machając rękami, wytoczyła z siebie nowe pęki rymowanych szlachetności, ja mając we wnętrzu czerwone z białym nie wytrzymałem, parsknąłem w plecy Dipie, który też parsknął, ale, że to nie miał komu wsadzić w plecy twarz, parsknął i ryknął twarzą całemu zgromadzeniu!Zgorszenie. Spojrzenia. Ale oto wstaje czcigodny laureat i kropi: że nie zasłużył sobie, chociaż może i zasłużył, ale raczej nie zasłużył, acz cokolwiek może zasłużył... Wzruszenie. Oklaski. Anioł-prezes-poeta dziękuje i zagrzewa... Atmosfera staje się tak wzniosła i słodka, że Dipi i ja dajemy drała najbliższymi drzwiami, zataczają się, pijani w pestkę, w pędzel, w sztok i w kitę!
Cuvintele lui Cioran răspândesc umezeala pivnițelor și putreziciunea mormintelor, dar sunt prea meschine. (...) Tot ce are comun un literat, fie el și de un mai mic calibru, cu Kafka, Conrad sau Mickiewicz, ceea ce este talent autentic sau autentică superioritate sau autentică maturitate - nu are ce căuta în ”pivnița” lui Cioran. Aș vrea să-i reamintesc lui Cioran că nu numai arta în exil, ci, în genere, orice fel de artă se află în cea mai strânsă relație cu descompunerea, se naște din decadență, este preschimbarea maladiei în sănătate. Și orice artă, în general, vine în atingere cu ridicolul, înfrângerea, umilința. Oare să existe un artist, care să nu fie, așa cum spune Cioran, ”o făptură plină de ambiție, agresivă în căderea sa, un ins dezamăgit dublat de un cuceritor”? Oare a văzut vreodată Cioran un artist, un scriitor, care să nu fie, să nu fie nevoit să fie un megaloman? Și arta, așa cum a spus cândva pe bună dreptate Boy, este un uriaș cimitir: din o mie de indivizi care n-au reușit să se realizeze, menținându-se în zona unei dureroase insuficiențe, doar unul sau doi vor reuși cu adevărat ”să existe”. Așadar, această murdărie, veninul acestor ambiții înșelate, zbaterea aceasta în gol, această catastrofă nu au prea multe în comun cu emigrarea, și destule cu arta - constituie trăsătura caracteristică a oricărei cafenele literare și este cu adevărat destul de indiferent în ce parte a lumii se chinuie niște scriitori, care nu sunt de ajuns de scriitori pentru a fi cu adevărat scriitori.
Przed wojną. Kawiarnia Ziemiańska w Warszawie. Dymna chmura. Stolik pisarzy i poetów. Awangarda. Proletariat. Surrealizm. Socrealizm. Wyzwoleni z przesądów. Mówią: - Głupie snobizmy epoki kończącego się mieszczaństwa! Albo: - Śmieszne uprzedzenia rasowe feudalizmu!Lecz ja przysiadam się i z miejsca zaznaczam, choć mimochodem, że moja babka była kuzynką Burbonów hiszpańskich. Po czym najuprzejmiej podsuwam im cukier - nie Kazimierzowi jednak (który wśród nich królował gdyż najlepszym był poetą) ale Henrykowi (który jest bardziej z towarzystwa i ma ojca pułkownika). Gdy zaś rozpoczyna się dyskusja popieram zdanie Stefana gdyż on z ziemiańskiej rodziny. Albo mówię: - Stasiu, poezja poezją, ale przede wszystkim ci radzę: nie bądź gminny. Albo: - Sztuka jest zjawiskiem w pierwszym rzędzie heraldycznym! Śmieją się lub poziewają, albo protestują - ale ja tak miesiącami, latami całymi z niezłomną konsekwencją absurdu, z powagą nonsensu, z największą pracowitością dlatego właśnie iż rzecz niewarta pracy. - Nuda, idiotyzm, kretyństwo! - krzyczą, ale powolutku jeden, potem drugi ulega, oto już ten bąknął, że jego dziadek miał willę w Konstancinie , tamten daje do zrozumienia, że siostra babki była "ze wsi" , a inny jeszcze niby dla zabawy wyrysował swój herb na bibułce. Socrealizm? Surrealizm? Awangarda? Proletariat? Poezja? Sztuka? - Nie. Las drzew genealogicznych, a my w ich cieniu.Powiedział mi poeta Broniewski.- Co pan robi? Co to za dywersja? Pan nawet komunistów zaraził herbarzem!
Powiedziałem, że idea równości jest sprzeczna z całą strukturą gatunku ludzkiego. Co jest najwspanialsze w ludzkości, co wyznacza jej genialność w stosunku do innych gatunków, to właśnie, iż człowiek nie jest równy człowiekowi - gdy mrówka jest równa mrówce.[...] Nie przeczę (mówiłem dalej), wrażenie optyczne jest niewątpliwe: wszyscy jesteśmy mniej więcej tego samego wzrostu i mamy te same narządy... Ale w jednostajność tego obrazu wdziera się duch, ta specyficzna właściwość naszego gatunku, i ona sprawia, że gatunek nasz staje się w łonie swoim tak zróżnicowany, tak przepaścisty i zawrotny, że między człowiekiem a człowiekiem powstają różnice stokroć większe niż w całym świecie zwierzęcym. Pomiędzy Pascalem lub Napoleonem, a chłopkiem ze wsi większa jest przepaść, niż między koniem a glistą. Ba, mniej się różni chłop od konia niż od Valerego lub św. Anzelma. Analfabeta i profesor tylko na pozór są takimi samymi ludźmi. Dyrektor jest czymś innym niż robotnik. Czyż panu samemu nie jest dobrze wiadomo - tak intuicyjnie, na marginesie teorii - że nasze mity o równości, solidarności, braterstwie są niezgodne z naszą prawdziwą sytuacją?Ja, przyznam się, w ogóle podałbym w wątpliwość, czy w tych warunkach można mówić o "gatunku ludzkim" - czy to nie jest pojęcie zanadto fizyczne?Cortes spoglądam na mnie okiem zranionego inteligenta. Wiedziałem co myśli: faszyzm! A ja szalałem z rozkoszy proklamując tę Deklarację Nierówności, bo mnie inteligencja w ostrość, w krew się przemieniała!